opowiada Klaudia.
7.00, poniedziałek. O nie, trzeba wstać do tej pieprzonej szkoły, kurwa! Ubrałam się i zeszłam po schodach na dół, jak zwykle dom był pusty, mama pojechała wcześniej do pracy, a brat... ehh... pewnie znowu go zamknęli albo nie wrócił do domu bo był taki opity, ja jebie... patologia. Tata dawno nie dzwonił, siedzi w Anglii od 2 miesięcy i do tej pory zadzwonił tylko raz, tylko on jest osobą której mogę w pełni zaufać.
Wyszłam z domu i ruszyłam w stronę szkoły, po drodzę do pobliskiego sklepu po coś do jedzenia spotkałam Esterę i Sebastiana liżących się, dosłownie mówiąc... ten widok, przyprawiał mnie o mdłości... nie mogę znieść tego ich pierdolonego okazywania uczuć przy wszystkich. Powoli tracę przyjaciółkę... ale chuj, podejdę do nich jeśli w ogóle mnie zauważą.
- Em... hej Estera, nie chcę przeszkadzać... zrobiłaś projekt na biologię o który Cię prosiłam? - zapytałam.
- CO? Kompletnie zapomniałam... przepraszam, ale Sebastian zaprosił mnie do kina i ... - powiedziała.
- Dobra, nie kończ... zobaczymy się w szkolę, pa. - odpowiedziałam ze złością.
Odeszłam od nich, zakładając słuchawki na uszy. Oni wrócili do tego co wcześniej, ugh. Zaczęło kropić, założyłam kaptur. Gdy doszłam do szkoły, przebrałam się i zaraz po tym, zadzwonił dzwonek. Pobiegłam pod salę, nie chciałam się spóźnić na niemiecki. Usiadłam na miejscu, czekałam aż Estera przyjdzie, bo miała mi podpowiadać na kartkówce. Wyciągnęłam telefon i napisałam do niej: "Raczysz się pojawić na niemieckim?"
Po około 2 minutach dostałam odpowiedź: "Nie, przyjdę dopiero na 3 lekcję... chcę pogadać i pochodzić z Sebą <3"
Ugh, kurwa mać... zajebiście! Widzą się na co dzień, czy to kurwa mało?! Ja pierdole... - pomyślałam.
Wtem pani powiedziała:
- Wyciągamy karteczki, te osoby których ostatnio nie było... czyli Klaudia, Marcin i Anka.
Kuźwa, co ja mam zrobić, nie umiem tego kompletnie... a staram się o 4 na koniec roku. Chuj. O niee... słówka do przetłumaczenia, to już leżę. Oddaje pustą kartkę.
- Klaudia, co się stało? - zapytała pani widząc pustkę na kartce.
- Nic, po prostu się nie przygotowałam... ehh. - odpowiedziałam.
- Twoje oceny ostatnio są bardzo marne, radzę Ci się wziąć do roboty.
Na tej lekcji powinna przyjść Estera z Sebą, co chwilę patrzyłam przez okno, czy aby nie idą... jest przerwa, nikt mnie nie lubi, zawsze siedzę sama z słuchawkami na uszach, takie coś dobija i to w chuuuj. Minęło jakieś 6 minut i Estera weszła do szkoły, podeszła do mnie pytając:
- I co, jak Ci poszło na kartkówce?
- Weź mnie nawet nie wkurwiaj, ok? Miałaś mi pomóc ale oczywiście Ciebie nie było, kurwa Estera ogarnij się w końcu, olewasz mnie. - wyrzuciłam to w końcu z siebie.
- Co? Ja Cię niby olewam? Haha aha. - odpowiedziała i odeszła do szatni.
Miałam ochotę się rozpłakać, ale nie... idzie Daniel... jaki on jest... słodki. Jejciu... Boże, popatrzył się na mnie . Nie no! Popatrzył się! Ehh... ale przecież jemu na pewno podoba się Estera. Wiem too...
_____________
C.D.N.



